wtorek, 3 października 2017

Rozdział 6

                                                              Być tym złym

  Zła Ziemia... Słyszeliście kiedyś o niej? Co za pytanie, oczywiście, że tak! Bo przecież kto by nie słyszał chociaż szeptu o największym wysypisku śmieci (wyrzutków) w tym wymiarze! Ale, zastanawialiście się kiedyś jak to być jednym z nich? Jednym z tych właśnie odpadów, nie mającego nic do powiedzenia? Nie mającego prawa? Będącym skazanym w chwili narodzin? Dlaczego mam wrażenie, że nie? Myślicie, że łatwo jest walczyć o zwykły okruszek kości z całą zgrają wygłodniałych lwów? Tak, to właśnie jest życie! Życie na Złej Ziemi... Los jakoś nigdy mnie nie rozpieszczał. Wychowywałem się bez rodziców, wśród lwów (a właściwie to pewnej lwicy na "Z") zaślepionych rządzą władzy (i Kovu). Właśnie ta "rodzina" zmusiła mnie do przysięgi wypłoszowi, która zobowiązywała chronić go, dopóki nie zasiądzie na tronie (i tutaj włącza się monolog Ziry o wspaniałości jej syna). Czy jestem szaleńcem? Oczywiście! A kto by nie był! Tylko pomiędzy mną, a tamtymi była jedna różnica... Miałem rozum... Po co przelewać krew, skoro można zdobyć tron szantażem? Tak, natchnęło mnie pewnej mroźnej nocy, kiedy wiatr smagał moją grzywę. Kiara z własnej woli na pewno nie zdradziłaby ojca... Oczywiście, spróbuję uczynić i to, ale jeśliby coś nie poszło, zostaje plan ''B''. Porwanie księżniczki! Bo przecież czego się nie zrobi dla ukochanego dziecka? Zdradzenie poddanych to pestka! Ale oczywiście jak w każdym planie znajdzie się drobne niedopatrzenie, które zniszczy wszystko... Kovu... Tej nocy to ja razem z Nuką mieliśmy iść na zwiad, zobaczyć jak naszej małej miss wychodzi przeprowadzenie planu. Ach, dlaczego ja go tak bardzo nienawidzę?
-Lukey, kretynie przebieraj szybciej łapami!-wrzasnął Nuka, widząc jak wychodzę z jaskini.
-A tobie co?-odparowałem.
-Tym szybciej tam dojdziemy, tym szybciej wrócimy, i wtedy szybciej...zaraz...chyba coś pomyliłem...od początku...
-Przestań myśleć, bo się tobie mózg przegrzeje-poklepałem go po głowie.
-Vitani idzie z nami?
-A skąd ja mam wiedzieć, czy kwiate...-ugryzłem się w język.
-No wiesz...Ty chcesz zamordować ją, ona chce zamordować cię...Chyba coś jest na rzeczy...
-Nuka, Nuka, Nuka...Uznajmy, że to jest męska wyprawa, bez lwic...
 I właśnie w tej chwili jak spod ziemi wyrosła przede mną Vitani. Na usta przybrała ten swój wyższy uśmieszek, spoglądając na nas z góry.
-No to co pchlarze...Może tak wyruszymy? Bo jakoś nie mam ochoty włóczyć się w nocy po Lwiej Ziemi!-wrzasnęła, przewracając z irytacją oczami. Zaraz...cofnij...pięknymi oczami.
 Jako (najprzystojniejszy) złoziemca wyznaję trzy zasady. Po pierwsze, nie denerwuj Vitani. Po drugie, bardziej nie denerwuj Vitani, oraz po trzecie, nienawidzę Kovu. Kovu...Kovu...Kovu... Słyszycie te imię? Mdli mnie na samą myśl, że ktoś może je wypowiedzieć. Bo przecież on jest wybrańcem, przyszłym królem! A ja? Prawdopodobnie paziem, któremu będzie dane sprzątać kosteczki po królewskich ucztach.
-Daleko jeszcze?-wysapał Nuka.
-Tak-wyszczerzyłem zęby.
-Nie-skrzywiła się Vitani, spoglądając na mnie z dezaprobatą.
-Jak to, nie?-spytałem zdziwiony, na co ta wywróciła tylko oczami.
-Ech... z kim ja muszę pracować...-nachyliła się nad moim uchem, zerkając na ignorującego świat brata.-Jeśli powiesz, że jest daleko, Nuka nie da nam żyć, dopóki nie postawimy łapy na tej zapchlonej Lwiej Ziemi!-wyszeptała, zakrywając się łapą.
-Więc to jest twój plan?
-Jaki plan?
-Och, mój kwiatuszku poranną rosą oblany...nie udawaj...
-Lukeyan, nie zapominaj, że nie jestem zwyczajną lwicą...
-To już wiem-zagrodziłem jej drogę.-W takim razie, jaką jesteś?
-Taką, na którą nie działają te twoje żałosne sztuczki-prychnęła, uderzając mnie w głowę ogonem.
-Jasne, każda tak mówi!-wrzasnąłem w ślad za nią.-Uwielbiam ją...-powiedziałem sam do siebie, co raczej wykraczało poza granice normalności. Tuż koło mnie rozgościł się Nuka, szczerząc do mnie kły.
-Lukey, jesteś skończonym idiotą, a ja wiem co mówię-napiął dumnie pierś.
-Książę Złej Ziemi chce mnie pouczać w kwestii lwic?-powiedziałem sarkastycznie. Oczywiście zapomniałem, że mój najlepszy przyjaciel nie ma bladego pojęcia, czym jest sarkazm.
-Książę Złej Ziemi...-zamyślił się, co w jego przypadku jest aż nieprawdopodobne.-Podoba mi się ten tytuł!
-Ciesz się teraz, bo niedługo go stracisz.
-Lucky...
-Nie nazywaj mnie tak!-wrzasnąłem. Nie nawidziłem, kiedy ktoś używał tej formy mojego imienia. Byłem Lukeyanem, Lukeyanem i koniec!
-Daj sobie spokój z Tani. Ona nie jest dla ciebie!
-Mówisz tak tylko dlatego, bo jesteś jej bratem-prychnąłem odgarniając grzywkę.-Nie widzisz tego, czym mogę poszczycić się ja.
-Czyli?
-Ona tylko udaje, że mnie ignoruje-uśmiechnąłem się, spoglądając na oddaloną sylwetkę lwicy.-Widziałeś kiedyś jej oczy? W świetle księżyca robią się srebrne, a o zachodzie słońca odbijają barwę nieba... Są przepiękne... Jak cał...
-Fu...-skrzywił się Nuka.
-Co, fu?! 
-Twoje wyobrażenie Vitani zupełnie nie pokrywa się z moim. Według mnie jest to zwykła lwica o niebieskich oczach...
-Fiołkowych!-skutecznie przerwałem wywód myślowy.
-Kremowej sierści...
-Tylko o wschodzie słońca!
-Czy możesz się wreszcie przymknąć!-wrzasnął Nuka.-Dobra, wzięło cię i to nawet całkiem poważnie...
-No przecież wiem...
-Jest na to jakieś lekarstwo?
-Ja...nie...-to był właśnie jeden z niewielu momentów w życiu, w których nie wiedziałem co powiedzieć.
-W takim razie macie moje błogosławieństwo-uśmiechnął się kpiąco.
  

Ja, Lukeyan uroczyście oświadczam, że nie nadaję się na szpiega. Teraz zapewne pojawią się głosy, ale dlaczego? W końcu każdy szpieg musi olśniewać urodą, a Lukey jest przecież najprzystojniejszym lwem w tym wymiarze! Już wyjaśniam... Szpiegowanie jest nudne! Znudziłem się szybciej nawet od Nuki, a to już jest coś. Kiedy dotarliśmy na Lwią Ziemię, od razu skierowaliśmy się w kierunku Lwiej Skały. Przy okazji musieliśmy ominąc grupkę lwic patrolujących i tego latającego szczurka, Zazu. Zaczailiśmy się na niewielkim wzniesieniu, które jest tuż przy Skale, a konkretniej w gałęziach rosnącego tam drzewa. Naszym zadaniem było pilnowanie Kovu, aby przypadkiem nie złamał sobie pazurka. Czyli chroniliśmy go na wypadek gdyby Simba przejrzał plan i chciał go zamordować. 
-Lukey, możesz się troszeczkę przesunąć?-zagadnęła Vitani.
-Jeśli mogę wiedzieć, dlaczego?-uśmiechnąłem się szeroko.
-Zasłaniasz mi cały widok!
-Aaaa...-udałem przejęcie, brodząc łapą w dokładnie ułożonej grzywie.-Nie.
-Co? Czy ty mi odmawiasz?!-zdziwiła się Vit.
-Czy mówiłem już, że pięknie wyglądasz jak się złościsz?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Nie było mnie przez długi okres czasu, ale nie martwcie się, wszystko nadrobię. Nasze nieposkromione trio z Lukeyanem na czele, wreszcie dotarło na Lwią Ziemię! Jak myślicie, czy Vitani przekona się wreszcie do Lukeya? A może to on da sobie spokój z nią?