sobota, 29 kwietnia 2017

Rozdział 1

                             Codzienne ogarnianie Kovu

-Lukeyan! Wstawaj ty nadęta antylopo! Pora zapolować na śniadanie!
-A niech cię hieny pochłoną! Usuń się, Nuka- wymamrotałem w kłodę, szczelniej owijając się antylopimi skórami.
-Chyba po twoim trupie!- zaśmiał się złowieszczo.- Mamy piękny poranek, słoneczko świeci, gepardy śpiewają, jakby im słoń nadepnął na ogon. Powinieneś udać się do tego psychicznego mandryla, ukraść mu farby, poskrobać korę na tym przeklętym drzewie... Bądź mną!- Nuka wypiął pierś, robiąc przy tym minę strongmena, nie mogącego podnieść wysuszonej gałązki.
-Oczywiście... Czyli w przyszłości mam być łysą małpą?- uśmiechnąłem się sarkastycznie.
-Rusz wreszcie ten owłosiony zad!
 Syn Ziry z całej siły trzasnął łapą w prowizoryczną ścianę, po czym do środka wlały się promienie wstającego słońca. Zacisnąłem mocniej powieki. No tak! Przecież tylko Nuka potrafi zadać prawy sierpowy lewą łapą! Spuściłem grzywę na oczy, powolnie złażąc z kłody. Jedna łapa... druga łapa... Bum! Ziemia! Może nie była tak doskonała jak ja, ale należycie spełniała swój obowiązek. Nie minęła sekunda, kiedy to ten namolny hipopotam opuścił jaskinię. Podszedłem do skosu, wpatrując się w skorupę strusiego jaja. Nachyliłem się nad owym naczyniem, jakby źródłem na pustyni. Ze środka wylewała się woda, płynąc wąskim strumieniem po ściance skorupki. Przejechałem łapą po grzywie, układając ją na lewą stronę. Powtórnie spojrzałem w głąb naczynia, zerkając na swoje odbicie. Powiem skromnie, że wyglądałem doskonale, niczym rzymski bóg! Złapałem zębami antylopią skórę, która jeszcze kilka minut temu służyła mi jako okrycie, niedbale przyozdabiając nią kłodę. 
Wyskoczyłem z jaskini jak poparzony, bowiem właśnie wybiła godzina rozpoczęcia się treningu, a Zira nie cierpi spóźnień!
  Prześlizgnąłem się za zgrają ćwiczących lwic. Zwykle z Nuką wyrywaliśmy się na ''krótką przerwę'', aby móc popatrzeć na młodsze nabytki stada, należące do płci przeciwnej. Już z dosyć dalekiej odległości, dostrzegłem przemądrzającego się Kovu, którego należało zwyczajnie ogarnąć. Usiadłem tuż za nim, próbując na swój unikalny sposób przedrzeźniać go.
-Gdy już zostanę królem- odezwał się wybraniec.-Ty, bracie możesz co najwyżej pełnić funkcję mojego pazia- zaśmiał się złowieszczo.
-Taa... Chyba tylko wtedy, kiedy przedawkujesz trawę- strzępistogrzywy wystawił język.
-Ooo... Bym zapomniał o tobie Lukey- Kovu wystawił zęby na mój widok.- Dla ciebie też muszę wymyślić jakąś pracę, kiedy nadejdą dni mojej władzy...- brązowy począł głaskać pazurem swój podbródek.- O, już mam!- krzyknął w geście triumfu.- Ty będziesz odpowiadał za polerowanie moich zębów!
                                                             KLIK 
                  Te lwiątko to oczywiście ja. Nieprawdaż, że był ze mnie mały przystojniak?

-Ależ oczywiście wasza wysokość- ukłoniłem się.- Zaraz po tym, kiedy ukończę żmudny proces wcierania hipopotamowego sadła w grzywę waszej królewskiej mości. Przecież tak dokładnie ułożona grzywka, bez mojej pomocy długo się nie utrzyma. Nuka po moich słowach parsknął śmiechem. Mina Kovu mówiła wszystko, był obrażony na cały świat. Co za biedne dziecko! Syn Skazy już rozchylił usta, aby dobić jednym ze swoich licznych tekstów leżącego brata, kiedy na horyzoncie pojawiła się Vitani. Jeśli o ogarnianiu już mowa... To jest chyba jedna z nielicznych osobistości, mogących przemówić do rozsądku Nuce. Oczywiście tę profesję mam także ja, ale moja doskonała osoba kwalifikuje mnie do tego stopnia, że chyba nie muszę już tego tłumaczyć.
- A wy co odwalacie kozie mordki?
-Kwiatuszku mój ty rosą poranną oblany...-odezwałem się.- My tylko dzielimy się swoimi poglądami odnośnie naszej przyszłości.
-Właśnie siostra!- wrzasnął uradowany popapraniec.- Czy Kovuś wspominał już tobie, że kiedy on zostanie królem, zostaniesz szefem biura śledczego do spraw pazurów władcy?
-Że... co?
-Vit, księżycu jasną nocą, co piasek pustynny swym blaskiem pokrywasz, kto jak kto, ale ty powinnaś to wiedzieć. Pedicure, manicure, wszystko co król zapragnie.
-Lucky, lewku mój kochany. Skąd ona niby ma o takich rzeczach wiedzieć, skoro jak chłop wygląda! I to taki, którego stado antylop stratowało! 
-Nuka, ty...
-Koniczynko trójlistna, źródło na pustyni ty moje! Doprawdy? Zaprzestańmy tych waśni i w zgodzie żyjmy! Przyszłego króla blaskiem chwały odziejmy! Kovu, światło nocą moje, kiedy budzę się każdego dnia i patrzę na wstające słońce, proszę życie, abyś zasiadł na tronie. Tylko o tym marzę, i właśnie to chcę przed śmierciom wypełnić. Jestem gotów przelać krew, abyś tylko mógł władać w imię Skazy!!- krzyknąłem, dając nacisk na ostatnie słowo. Całe stado powtórowało, a w sercu każdego na nowo zagościł on, sprawiedliwy król Skaza, nasz Skaza!  
 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Oto rozdział pierwszy! Wreszcie udało mi się go napisać! Co o nim myślicie? Może macie jakąś wizję odnośnie dalszego rozwoju wydarzeń? Jak wam przypadło do gustu zachowanie Lukeyana? 
 

10 komentarzy:

  1. Fajny rozdział, podoba mi się narracja Lukeyana, ale on sam w sobie jest irytujący XD Ta jego idealna odealność... Ale za to ma naprawdę gadane, a jak chce, to potrafi nawet nawijać poezją (kwiatuszku mój ty rosą poranną oblany! <3)
    Kurczaki, od kiedy to Kovu stałeś się taki zaufany? :V Dobrze, że przynajmniej Luke go nieco poustawia. Co do dalszego rozwoju wydarzeń, to nie mam najmniejszego pomysłu :x Może ktoś zostanie porwany? A może Luke pójdzie coś przeskrobać na Lwiej Ziemi?...
    Pozdrawiam i czekam na kolejne Rozdziały c; ~ Kräva

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lukeyan ma dar do denerwowania innych :) Luke z ekipą już niedługo wtargną na Lwią Ziemię i umiejętnie zagrają Simbie na nerwach.

      Usuń
  2. Ach, ten Lukuś, taki skromny, grzeczny i potulny... kto by go nie kochał ;0 Chociaż, z drugiej strony, gdyby zachoeywał się jak milusia miotełka do kurzu (skąd mi się nagle wzięło takie porównanie?), zbyt dlugo by raczej na Lwiej Ziemi nie pożył.
    Coś mi się wydaje, że Zira niezbyt za nim przepada - jak można kpić z Małego Wybrańca?! - ciekawe, jak jest z resztą stada. Luk i Vit, to mogłoby być naprawdę ciekawe <3 Dwa silne charakterki, ich połączenie zapowiadałony się naprawdę gorąco.
    Podejrzewam, że w najbliższym rozdziale nasi bohaterowie coś nabroją. Może pójdą na Lwią Ziemię i wkurzą Simbę czy coś w tym stylu.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lukeyan jako ''milusia miotełka do kurzu''? Bardzo trafne porównanie! Sam w sobie czasami jest denerwujący jak kurz.

      Usuń
  3. Fajny rozdział (rzucam się do obserwowania) Lukuś jak zawsze cudowny,uwielbiam go ;) Fajnie by było,gdyby Lukeyan i Vitani byli razem (pewnie nie tylko ja tak uważam).Coś czuję,że wojna się szykuję.
    *pozdrawiam* :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mogę powiedzieć, że Lukeyan z przyjaciółmi jeszcze nieźle namieszają na Lwiej Ziemi.

      Usuń
  4. Lukeyan jest wyjątkowo skromnym lwem. Kovu podpadł? Czyżby Luke pokazał mu pazurki? Zgadzam się z przedmówcami, że Lukuś i Tani tworzyliby cudowną parę <3 Takie dwa mocne charakterki.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak... Lukuś ma wyjątkowy charakterek :)

      Usuń
  5. Super rozdział! Wydaje mi się, że Lukeyan i Vitani byliby świetną parą... :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że po następnych rozdziałach będę musiała zrobić ankietę, pt. ''Przyszła żona Lukeyana''

      Usuń