środa, 12 lipca 2017

Rozdział 3

                                                                 Smok, Vit i ja

-Lukeyan, ty durniu… Nadepnąłeś mi na ogon!- wrzasnęła oburzona Vitani. Co ta lwica ma w głowie? Łaziliśmy od jakiś dwóch godzin w kółko, szukając jakiegoś głupiego krateru, a ona się drze, że nadepnąłem jej na ogon?! Żenada… Cóż, właśnie tak wyglądało życie w naszej unikalnej famili.
- Przepraszam najdroższy krzywo łapie- uśmiechnąłem się lekko.- Ale chyba musisz poddać się operacji skrócenia ogona. Z taką latającą we wszystkie strony gałęzią, bałbym się o życie biednych zwierzątek, które możesz bezpowrotnie skrócić…
-Oj, zamknij się już- syknęła Vit, rozglądając się dookoła.- A, gdzie podział się Nuka?
-Chyba szedł przed tobą. Trudno zgubić tak wielki kuper- zaśmiałem się.
-Kretynie, jest ciemno jak w nie powiem gdzie, a do tego to Nuka… On wyprawia rzeczy, jakie się jeszcze szamanom nie śniły!
-I co? Może jeszcze powiesz, że ugryzła go jakaś hiper, diper zmutowana zebra, dzięki której osiągnął magiczne zdolności, takie jak moc galopu?
-Jesteś takim idiotą, czy tylko udajesz?
-O, nie… Po pierwsze, dla ciebie młoda damo, panie idioto…
-Jestem starsza- zaśmiała się Vit.
-I to ma być powód do radości? Kiedy przytyjesz, osiwiejesz i zrobią ci się zmarchy- pokazałem na twarzy.- Ja nadal będę piękny i młody…
-Jak tam sobie chcesz Lucky, ale najpierw znajdźmy mojego brata…
-Nie nazywaj mnie tak- prychnąłem.
-Lucky? Jak wolisz, milordzie…- ukłoniła się teatralnie.
 Takim cudownym sposobem szliśmy przez głąb zimnej, strasznej (ja się nigdy nie boję) i ciemnej jaskini, szukając jakiegoś durnego krateru, a przy okazji Nuki. Niczym gladiatorzy musieliśmy walczyć z pająkami, wężami, skorpionami i jaszczurkami, (które Vit wzięła za smoki) oraz innymi tego typu wypłoszami Matki Natury. Mój słodki kwiatuszek (nie myślcie sobie, że tak nazywam towarzyszkę broni) kroczył dziarskim krokiem z przodu, podczas kiedy ja łamiąc najważniejszą zasadę horrorów, kroczyłem z tyłu narażony na atak nieprzyjaciela.
-No to co Lucynko, widzisz coś tam z tyłu?
-Tylko twój kuper, jeśli już…- uśmiechnąłem się.
-Lucyna, na za dużo sobie pozwalasz- pogroziła mi pazurem. Przystanęliśmy na chwilę, siedząc wpatrzeni w pustą przestrzeń. Ona hipnotyzowała, nie dawała dojść do słowa. Już mieliśmy ruszyć dalej, kiedy nasze zamiary przerwał wybuch i wrzask… Nuki! Tak, to był ten rąbnięty wypłosz!
-Znalazłem pchlarze! Mam ogień! Co więcej… Ja w nim siedzę! Fajczy mi się ogon!- śmiał się jak opętany. Ku naszej radości, wreszcie znaleźliśmy się na świeżym powietrzu. Wszyscy, jak jeden mąż całowaliśmy porośniętą chwastami ziemię, zasysając niczym pasożyty powietrze. Nie przeszkadzał nam nawet widok słońca, który skutecznie podrażniał spojówki. Teraz wystarczyło tylko wytropić Kiarę, popalić, znaczy podpalić trawko- siano i grzać do domu. Bowiem resztą planu miał się zająć (ten mniej przystojny) Kovu, który pod względem urody nawet nie dorastał mi do pięt. Ta podła hiena zgapiła ode mnie nawet grzywkę! Już dawno począłem właśnie w taki sposób układać grzywę, ale niestety musiałem zmienić kąt nachylenia, kiedy ta małpa zauważyła zainteresowanie lwic moją fryzurą. Mam lekko jaśniejszą sierść od Kovu, co zawsze było jego kompleksem. Bowiem moja sierść doskonale komponowała się z czekoladową grzywą, a jego mieszała się jak błoto. Doprawdy, nie wiem jak on ma się spodobać Kiarze… Chociaż, może jeśli walnie ją się tak porządnie patelnią…


Rozdzieliliśmy się, w celu podpalenia większego obszaru. Nuka zajął się strefą trzecią (czyli najbardziej oddaloną od Kiary). Vitani wzięła środek, natomiast ja miałem znaleźć się jak najbliżej księżniczki… Czy wspominałem już, że jestem najlepszym drapieżnikiem?
 Odwróciłem się odruchowo, spoglądając na Złą Ziemię. Zira już zdążyła zająć swoje miejsce. Czekała na tego swojego syna, wypłosza… Skinęła mi lekko głową, na co ja zanurzyłem się w zarośla… Wiecie jak trudno jest odgarniać łapą suchą trawę, w drugiej trzymając pochodnię i się nie podpalić? Patrząc przed siebie, nie zauważyłem czającego się w ziemi kamienia. Oczywiście potknąłem się o te jakże piękne znalezisko, lądując łbem w błoto (musiałem jakoś uratować ogień). Wyglądając jak potwór (po drodze wpadło w moje posiadanie kilka gałązek i liści) dotarłem w miejsce polowania. Znajdując się za księżniczką, powoli podpalałem trawę… Jednak ta przemieszczała się w złym kierunku! Coraz bardzie oddalała się od drugiej i trzeciej strefy, przez co musiałem reagować… Za mną rozpętało się istne piekło. Ogień był tak duży, że niemal smagał niebo. Dym niemiłosiernie dusił w swym żelaznym uścisku. Kiara doznawała tego tak samo, jak ja (tylko wiecie, ja to ten przystojniejszy). To była moja szansa… Musiałem ją zapędzić w pozostałe strefy. W miarę robienia kolejnych kilometrów, ogień rozprzestrzeniał się coraz bardziej. W końcu widziałem pożar wywołany przez Nukę. Korzystając z przywileju, że księżniczka nie widzi mojej twarzy, wyprzedziłem ją wpychając w płomienie. Goniłem ją jeszcze przez jakieś trzy kilometry. Chciałem być pewny, że wpadnie w moją pułapkę…
-----------------------------------------------------------------------
  Nie było mnie tutaj przez dosyć długi czas... ale powoli odżywam i powracam! Oto rozdział trzeci z życia jakże skromnego lwa Lucyny.

4 komentarze:

  1. haha Lucyna xd :) Jak ja uwielbiam te kłótnie Vit z Lukeyanem.A on jak zawsze,wspaniale skromny i jakże przystojny xd ^^

    Cieszę się,że wróciłeś i oczywiście,czekam na next
    Pozdrawiam c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Luke jest taki słodki podczas kłótni z Vitani <3 Jak to mówią "Kto się czubi ten się lubi". Lucy? Nowe przezwisko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lukeyan słodki? To ma być zło wcielone... xd

      Usuń